Czy św. Dymitr Rostowski był heretykiem? – komentarz do książki “Dymitr Rostowski jako obrońca prawd wiary nieuznawanych dziś przez prawosławie”

Print Friendly, PDF & Email

Nicefor.Info




Kilka miesięcy temu nabyłem książkę o dość intrygującym tytule Dymitr Rostowski jako obrońca prawd wiary nieuznawanych dziś przez prawosławie autorstwa księdza Remigiusza Dąbrowskiego, wydaną w 1936 roku. Poniżej pokrótce przeanalizuję zarzuty księdza Dąbrowskiego wobec autora najpoczytniejszych prawosławnych Żywotów Świętych.

Na samym początku pokrótce wyjaśnijmy prawosławne rozumienie grzechu pierworodnego oraz katolickie. Prawosławne dotyczy dziedzicznych skutków grzechu prarodziców takich jak śmierć czy cierpienie, zaś katolicki grzech pierworodny opiera się o dziedziczną winę ciążącą na każdym człowieku, która zostaje odpuszczona na chrzcie świętym. Katolickie rozumienie grzechu pierworodnego zaczęło przenikać na Ruś od końca XVI wieku z terenów Rzeczpospolitej, gdzie prawosławnych teologów kształcono w duchu wybitnie zachodnim, zwłaszcza po założeniu Kolegium Kijowsko-Mohylańskiego (późniejszej Akademii), gdzie głoszono katolickie doktryny. Przed założeniem kolegium Rusini zmuszeni byli do nauki w katolickich uczelniach, bo tylko tam mieli spokój, zdarzało się że na czas nauki zostawali apostatami, przechodzili na katolicyzm, a do prawosławia wracali dopiero po zakończeniu edukacji. Po około stu latach błędne doktryny nauczane w 1RP zostały potępione na Soborze Moskiewskim w 1689, gdyż dotarły na Ruś i zaczynały się debaty teologiczne. Potępiono wtedy papieskie twierdzenia o przemienieniu w chwili wypowiadania słów bierzcie i jedzcie (..) , była to kwestia mocno debatowana na Rusi. Za potępieniem opowiedział się także patriarcha Konstantynopola. Sobór Moskiewski potępił także pisma teologów małoruskich oraz Trebnik Piotra Mohyły, jako zawierający wiele herezji. Przed końcówką XVI wieku, nie ma żadnych śladów na istnienie na Rusi takich doktryn jak niepokalane poczęcie.

Wstęp

Sam początek książki zaczyna się od skróconego opisu życia św. Dymitra Rostowskiego, oczywiście miejscami pełnego polskiej propagandy sugerującej, jakoby Dymitra biskupem uczynił car Piotr I, a kanonizowała go caryca Elżbieta. Tak że tu wypada naprostować kłamstwo i poinformować, że w krajach prawosławnych, nawet za antycerkiewnego filomasona Piotra I, władca nie miał wpływu na wybór biskupów, w przeciwieństwie do tego co działo się w katolickiej Austrii. Tak samo to nie Elżbieta kanonizowała Dymitra, a Świątobliwy Synod Rządzący cztery lata po odkryciu nierozłożonego ciała świętego. Caryca Elżbieta poleciła wykonać tylko złoty relikwiarz. Tak więc niektórzy już mogą się domyślić z jakiego rodzaju tekstem mamy do czynienia.

Rozdział 1 – Nauka dawnej Cerkwi i współczesnych Dymitrowi Rostowskiemu teologów prawosławnych o Niepokalanym Poczęciu N. M. P.

Z tego artykułu dowiadujemy się różnych rzeczy. Między innymi tego, że staroobrzędowcy wyznają niepokalane poczęcie. W tym miejscu dałem sobie spokój z czytaniem, gdy pierwszy raz podchodziłem do tej książki. Ale kontynuujmy dalej – ksiądz Dąbrowski sugeruje że teksty liturgiczne Cerkwi nazywają Matkę Bożą niepokalaną – chodzi o słówko непорочный, które po cerkiewnosłowiańsku, zgodnie ze słownikami, znaczy dobry, dziewiczy lub czysty, bez ciężkich grzechów. Znaczenie niepokalaności, narodzenia się bez grzechu pierworodnego w kontekście Matki Bożej dla słówka непорочный nadali już teologowie papiescy, tłumacząc nowy dogmat na język rosyjski – непорочное зачатие. Do czasu oficjalnego sformułowania dogmatu w językach wschodniosłowianskich używano polonizmu непокаланое зачатие. Manipulacja księdza Dąbrowskiego czy niewiedza? Ksiądz, patrząc po innych jego publikacjach, raczej znał język rosyjski.

Dalej odwołując się do Statutu białokrynickiego monasteru (monaster staroobrzędowski należący do hierarchii białokrynickiej, powstałej w Austrii i hojnie finansowanej przez tamtejszych cesarzy) ksiądz Dąbrowski stara się udowodnić, że staroobrzędowcy wyznają niepokalane poczęcie. Tutaj należy się odwołać do tego, co wspomnieliśmy na początku, czyli rozumienia grzechu pierworodnego, czego z kolei ksiądz Dąbrowski w ogóle nie porusza, za to przy podkreślaniu tego, że staroobrzędowcy zachowali wiarę w niepokalane poczęcie N.M.P. powołuje się na Subbotina i jego Historię białokrynickiej hierarchii z 1874. Problem jest taki, że na stronach które przytoczył ksiądz Dąbrowski, nie ma o tym ani słowa, możliwe że ksiądz nawet wiedział, że nikt tego nie zweryfikuje, ale jednak 100 lat później, gdy książka dostępna jest w formie skanów w internecie, misterny plan zaczął się sypać.

Rozdział 2 – Nauka Dymitra Rostowskiego o Niepokalanym Poczęciu N.M.P.

Po raz kolejny odwoływanie się do słówka непорочный. Dymitr Rostowski najprawdopodobniej znał język polski, żył ponadto w czasach, gdy w kontekście niepokalanego poczęcia Matki Bożej używano polonizmu непокаланый. Czy należy słowo непорочный intepretować jako niepokalany, skoro w epoce mówiono inaczej? Niech każdy sam sobie na to odpowie.

Teraz dochodzimy do pierwszego wydania Żywotów Świętych z Kijowa z 1689 roku, w których, w Słowie na narodzenie Bogurodzicy, Dymitr Rostowski miał napisać, że jest zrodzona i poczęta bez grzechu pierworodnego. Sęk w tym, że Dymitr Rostowski kształcił się w Kolegium Mohylańskim, które, jak wspomnieliśmy, zaszczepiało niektóre zachodnie doktryny w swoich studentach. Ponadto książkę wydano bez zgody przełożonych, gdy patriarcha Joachim przeczytał Żywoty, natychmiast nakazał poprawienie błędów, zwłaszcza że zdawał sobie sprawę z tego co się dzieje w Akademii Mohylańskiej i jak coraz bardziej zwodzi ona prawosławnych.

Zakładając że, jak sugeruje ksiądz Dąbrowski, od zawsze w Cerkwi Prawosławnej wyznawano niepokalane poczęcie, dlaczego miałoby się ono nie podobać patriarsze, będącemu przecież przedstawicielem ludu ruskiego, kochającego i czczącego Bogurodzicę nie mniej niż Polacy? Dlaczego nie ma żadnych źródeł o istnieniu na Rusi doktryny niepokalanego poczęcia przed XVI wiekiem, a jedynym dowodem ma być ustaw białokrynickiego monasteru z XIX wieku?

Rozdział 3 – Nauka dawnej Cerkwi prawosławnej i współczesnych Dymitrowi Rostowskiemu teologów małoruskich i wielkoruskich o formie sakramentu Eucharystii

W tym artykule chodzi o moment w trakcie liturgii, kiedy chleb i wino zamieniają się w Ciało i Krew Chrystusa. Prawosławna nauka na ten temat wyrażona jest we fragmencie 91 Kanonu Bazylego Wielkiego – kanonu o konieczności zachowywania niepisanych zwyczajów Cerkwi: “(…) Powołam się tu na sprawę podstawową i ogólnie znaną: Czy mamy pisemny nakaz, aby ci, którzy pokładają nadzieję w imieniu Jezusa Chrystusa, żegnali się znakiem krzyża? Jakie pismo nauczyło nas zwracać się podczas modlitwy na wschód? Który ze świętych przekazał nam na piśmie słowa epiklezy podczas konsekracji eucharystycznego chleba i kielicha błogosławieństwa? Przecież, nie poprzestajemy na tym, o czym wspominał apostoł albo Ewangelia, lecz dodajemy przedtem i potem jeszcze inne słowa, które mają wielkie znaczenie dla sakramentu, a czerpiemy je z tradycji niepisanej (…)“.

Cerkiew uznaje że przemienienie następuje podczas epiklezy, zaś papiści uznają, że podczas zwrotu bierzcie i jedzcie (…). Ksiądz Dąbrowski by udowodnić, że Cerkiew rzekomo wierzy tak jak zachód, powołuje się na greckie unickie(!) trebniki oraz trebniki nowogrodzkie (oczywiście bez konkretnych fragmentów czy wydań), gdzie jak wiadomo wpływy katolicyzmu były bardzo duże (odsyłam o wpisu o podwójnym Alleluja). Nauka o przemienieniu w czasie bierzcie i jedzcie (…) zaczyna się na Rusi, od konkretnych źródeł, dopiero na początku XVII wieku. Czemu nie ma źródeł ruskich wcześniejszych? Czemu nie ma źródeł starobułgarskich potwierdzających twierdzenia księdza Dąbrowskiego o rzekomo odwiecznej nauce Cerkwi na ten temat? Czemu nie ma przedunickich źródeł greckich? Może dlatego, że nigdy tak nie wierzono?

Pojawiają się także argumenty odnośnie ksiąg liturgicznych Mohyły, które jak wspomnieliśmy zostały potępione na Soborze Moskiewskim, jak i cała doktryna papieska o przeistoczeniu. Pojawiają się także argumenty odnośnie tego, że patriarchowie greccy błogosławili wydanie takich ksiąg. Łatwo można to wyjaśnić – błogosławieństwo najczęściej bierze się przed zaczęciem pracy, po drugie patriarchowie wschodni, nieznający cerkiewnosłowiańskiego, i tak nie mogliby zweryfikować treści. Patriarchowie uwierzyli dobrej woli metropolity, sami byli ludźmi, a nie nieomylnymi półbogami jak papieże.

Zakłamaną w książce księdza Dąbrowskiego jest także kwestia Sylwestra Miedwiediewa. Ksiądz sugeruje że Sobór skazał go na przypiekanie ogniem w piekle, a rok później został ścięty toporem, wypowiedź sugeruje że na rozkaz Soboru. W rzeczywistości Cerkiew niestety nie posiada magicznych mocy skazywania na piekło, czy wyzwalania ludzi z czyśćca, a sam Miedwiediew odwołał swoje poglądy na soborze i zaczął pokutę, zwłaszcza że przyszło pismo z Konstantynopola potwierdzające, że teologowie małoruscy głoszą nieprawosławne nauki. A na śmierć został skazany przez władzę świecką, za udział w antypaństwowym spisku, kompletnie niezwiązanym z kwestiami teologicznymi.

Czemu tym razem nie pojawił się argument o staroobrzędowcach, którzy ponoć zachowali wszystkie nauki dawnej Cerkwi?

Rozdział 4 – Nauka Dymitra Rostowskiego o formie sakramentu Eucharystii

I ponownie można powtórzyć to, co było mówione wcześniej. Dymitr Rostowski pochodził z rodziny chłopskiej, studiował na uczelni, na której głoszone były herezje i które mu zaszczepiono, zwłaszcza że, jak wspomnieliśmy, błędne trebniki były wydawane od początku XVII wieku, prawdopodobnie nikt już nie posługiwał się starszymi, więc nie ma też możliwości by ktoś ze studentów zaczął nagle porównywać treść, zwłaszcza iż wierzyli, że idą do prawosławnej uczelni. W pismach Dymitra można znaleźć pojedyncze zwroty sugerujące wyznawanie przez niego papieskiej doktryny o przemienieniu, jednak czy można ocenić na ile było to świadome, a na ile powtarzanie nauk, które wykładali na uczelni? Dymitr Rostowski gdy został biskupem wyparł się tych twierdzeń i do końca życia był wierny prawosławnej nauce w tej kwestii oraz promował ją w swych dziełach.

Ksiądz Dąbrowski sugeruje jakoby Cerkiew uznawała, że w liturgii katolickiej dochodzi do przemienienia, wobec czego teoria z uznawaniem przez Cerkiew przemienienia podczas bierzcie i jedzcie (…) jest poprawna. Nic bardziej mylnego, Cerkiew nie uznaje ważności ani tym bardziej działania Ducha Świętego w sakramentach heretyckich i schizmatyckich jurysdykcji, jaką bez wątpienia jest Kościół Rzymski. Znane są ponadto ryty wschodnie, gdzie zwrot bierzcie i jedzcie (…) w ogóle nie pada, a jednak są uważane za godne i nikt nigdy z Rzymu nie kwestionował ich ważności.

Zakończenie

Ksiądz Dąbrowski kończy swoją książkę sugerowaniem że wstrętni Grecy zmienili naukę Cerkwi w XVI wieku. W jakim celu? Tego oczywiście nie wyjaśnił, powtórzone zostało wiele koślawych argumentów, które łatwo można obalić, tym co wcześniej tutaj napisano. Książka ta to, według mnie, nic innego jak gadzinówka, raczej stworzona dla innych papistów do poklepywania siebie po plecach, prawdopodobnie większość książek księdza Remigiusza Dąbrowskiego, niemalże każda związana z “obalaniem” Prawosławia, może przedstawiać podobny poziom.

W zasadzie potwierdziło się to, co usłyszałem już dawno – papieskie książki “obalające” prawosławie to kompilacja manipulacji, wyrywania z kontekstu i niewiedzy.

I.M.B.

Print Friendly, PDF & Email

Nicefor.Info