Dlaczego obrzydzono Polakom prawosławie?

Print Friendly, PDF & Email

Nicefor.Info




Polsko-katolicka propaganda o prawosławiu mówiła różnie, jednak za każdym razem nie były to sensowne argumenty, a plotki, stworzone celowo dla zohydzenia prostemu ludowi polskiemu wiary prawosławnej i Rosji, która, wbrew temu co próbują wmówić niektórzy rzecznicy uniwersalności prawosławia, była w umysłach polskich z prawosławiem utożsamiana. Nie bez powodu także powstały określenia ruska wiara na prawosławie i polska wiara na katolicyzm. Prawosławni Polacy jak i Rosjanie katolicy to zjawisko nowe, mimo tego że pojedyncze przypadki faktycznie miały miejsce w historii.

Rosjanin dla Polaka był synonimem prawosławnego, a Polak dla Rosjanina synonimem katolika; niechęć narodowa przekładała się na niechęć wyznaniową i na odwrót. Konwersja Polaka na prawosławie była postrzegana jako zdrada narodu polskiego, co znajdziemy chociażby w piśmie emigracji polskiej z 1843 ogłaszającym Swiatopełka Piasta Mirskiego zdrajcą za przejście na schyzmę.

Przykładami plotek stworzonych w celu oczernienia prawosławia mogą być:
– rzekomy brak tajemnicy spowiedzi w Cerkwi Prawosławnej (jak o fakcie wspomina o tym prof. A. Andrusiewicz oraz T. Grużewski)
– rzekome deptanie ikon i nienawiść do Matki Bożej (o tym, że plotka ta jest dalej żywa wspominał  chociażby o.Paprocki)
– uzależnienie Cerkwi od państwa jako stan domyślny, a nie patologia (o czym powiemy później)

Nie trudno jest odpowiedzieć na pytanie zawarte w tytule. Świętej pamięci prof. Andrzej Walicki w swojej ostatniej książce wydanej za życia, O Rosji inaczej, przedstawia krótkie podsumowanie historycznie polsko-rosyjskich związków kulturowych, politycznych i naukowych w końcówce XVIII wieku i początku XIX wieku, które były bardzo pozytywne i obiecujące. Przytaczamy poniżej obszerne fragmenty wspomnianej książki:

Wedle rozpowszechnionego, lecz błędnego przekonania idee słowianofilskie, zakładające odrębność drogi rozwojowej narodów słowiańskich, oraz polityczny panslawizm były ulubionym instrumentarium ideologicznym przedrewolucyjnej Rosji, Polacy natomiast przeciwstawiali się im w imię niewzruszonej wierności wobec cywilizacji zachodniej. W rzeczywistości jednak w otoczeniu ostatniego króla Rzeczypospolitej dominowała orientacja prorosyjska, reprezentowana przez monarchę, wpływową familię Czartoryskich, najwybitniejszego poetę polskiego oświecenia, Stanisława Trembeckiego i wiele innych postaci. Po zakończeniu wojen napoleońskich, a więc w momencie umownych narodzin europejskiego wieku XIX, społeczeństwo polskie przeżyło moment rusofilskiego entuzjazmu, będącego uzasadnioną reakcją na decyzje Kongresu Wiedeńskiego. Cesarz Aleksander I, w asyście księcia Adama Czartoryskiego i wbrew silnemu oporowi członków antynapoleońskiej koalicji, przeforsował bowiem na kongresie projekt utworzenia na ziemiach byłego Księstwa Warszawskiego Konstytucyjnego Królestwa Polskiego jako autonomicznej części swego cesarstwa. Było to powrotem na mapę Europy zakazanej po ostatnim rozbiorze nazwy „Polska”, na co nie zdobył się Napoleon. W ramach rycerskiego gestu Aleksandra, armia polska, czyli armia Księstwa Warszawskiego walcząca do niedawna przeciwko Rosji, wróciła pod bronią do kraju i stała się siłą zbrojną nowego państwa. Nie próbowano jej rozliczać i wskrzeszać dawnych podziałów politycznych. Społeczeństwo polskie przyjęło to wszystko z wdzięcznością i nadzieją, władze municypalne Warszawy chciały postawić cesarzowi wielki łuk triumfalny, czemu cesarz sprzeciwił się, proponując w zamian zbudowanie kościoła św. Aleksandra. Doskonałym wyrazem dominującego nastroju stał się fakt, że pieśń Boże coś Polskę, ogłoszona w roku 1816 ze słowami Alojzego Felińskiego, była początkowo “Hymnem w rocznicę utworzenia Królestwa Polskiego”, a jej refren, znany dziś w wersji „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”, brzmiał początkowo: „Naszego króla [tj. Aleksandra I] zachowaj nam Panie”.

W legitymizowaniu Królestwa Polskiego autorytetem wielkich reform polskiego oświecenia najważniejszą rolę odegrał Stanisław Staszic. W znakomitym odczycie “Myśli o równowadze politycznej w Europie” (sierpień 1815) dał on historiozoficzne i geopolityczne uzasadnienie unii Polski z Rosją: unia taka ułatwiałaby bowiem europeizację Rosji, Polsce zaś pozwoliłaby skorygować anomalię jej dziejów, polegającą na niemożliwości przejścia od feudalnej anarchii do scentralizowanej monarchii.

Szczególnie wyrazistym przedstawicielem słowianofilskich fascynacji tego okresu był Adam Czarnocki, wybitny folklorysta i archeolog, znany w Polsce i w Rosji pod pseudonimem Zorian Dołęga Chodakowski. W swym sugestywnym obrazie pierwotnej słowiańszczyzny, nakreślonym w rozprawie “O słowiańszczyźnie przed chrześcijaństwem” (1818), antycypował szereg głównych idei klasycznego rosyjskiego słowianofilstwa, takich jak idealizacja słowiańskich wspólnot gminnych (ze szczególnym uwzględnieniem wciąż istniejącej obszcziny rosyjskiej), krytyka zgubnego wpływu wywartego na Polskę przez cywilizację łacińską, reprezentowaną przez szlachtę i kościół katolicki oraz potępienie indywidualizmu burżuazyjnej cywilizacji zachodniej.

Wizja ta [słowianofilska] zawierała m.in. negatywną ocenę katolicyzmu, jako formy chrześcijaństwa, zniekształconej przez racjonalistyczne wzory rzymskie oraz oczywiście uznanie Polski za kraj zlatynizowany, a więc odszczepiony od Słowiańszczyzny. Po wybuchu w Polsce powstania styczniowego koncepcja ta uległa uszczegółowieniu w artykule Samarina “Współczesny zakres sprawy polskiej”
(„Dień”, wrzesień 1863). Rozróżniał on trzy aspekty kwestii polskiej:
1. narodowość polską, manifestującą się w języku i kulturze, mającą bezsporne prawo do istnienia jako jedna z narodowości słowiańskich;
2. państwowość polską zawsze zaborczą wobec wschodnich sąsiadów;
3. „polonizm”, czyli spolszczoną formę ekspansywnej cywilizacji łacińskiej, dogłębnie wrogiej wszystkiemu, co słowiańskie.
Wynikała stąd sugestia, że polityka rosyjska powinna zabiegać o względy polskiego ludu, zwalczając jednocześnie polską szlachtę i katolicki kler jako siły bezkompromisowo antyrosyjskie.

Nie jest prawdą jakoby Polacy od początku byli uważani za Judasza Słowiańszczyzny, to określenie pojawiło się dopiero w 1867 roku, w skutek nie przybycia Polaków na Zjazd Słowiański.  Zwróćmy uwagę, że powszechna pozycja prorosyjska w Polsce została mocno osłabiona przez bunt wojska w Królestwie Polskim (szumnie nazwany powstaniem listopadowym), a ostatecznie zlikwidowana przez powstanie styczniowe. Po buncie podchorążych chłopi i biedni mieszczanie nie mieli jeszcze świadomości narodowej, a jak pokazuje historia chłopstwo i mieszczaństwo  polskie często witało wojska rosyjskie przysłowiowym chlebem i solą (np. Knorringa w Wilnie czy Kutuzowa w Częstochowie) jako wyzwolicieli.

Sojusz ludu polskiego z władzą rosyjską był marą nocną nachodzącą katolickich panów. Z punktu widzenia 200 lat wiemy, że władza rosyjska zrobiła zdecydowanie za mało celem pozyskania polskiego chłopstwa, jednak w epoce główni wichrzyciele tego nie wiedzieli; myśleli, że chłopi raz dwa zostaną wyzwoleni, a oni sami popadną w ruinę, dlatego pojawiały się też koncepcje, że należy być wiernym Romanowom, bo tylko to zabezpieczy polskie posiadłości na tzw. kresach wschodnich. Panowie, by mimo wszystko zatrzymać chłopstwo przy sobie zaczęli więc tworzyć plotki prymitywne ale w swoim zamyśle bardzo celne, bo uderzające w czułe punkty narodu polskiego jak np. kult Matki Bożej. Chłop polski, który w życiu nie widział cerkwi na oczy, nie słyszał o cudotwórczych ruskich ikonach Bogurodzicy, przyjmował to, co zostało puszczone w obieg z premedytacją.

Sojusz polityczny chłopstwa i mieszczaństwa przeciwko panom i plebanom mógł się łatwo przerodzić w sojusz również religijny, zwłaszcza wśród unitów, gdzie mocno wzrastały w siłę ruchy obrzędowe i moskalofilskie. Wtedy też na potęgę zaczęto wydawać różne śmieszne książeczki apologetyczne katolickie, skierowane do wszystkich. Czytając je stwierdzić że argumenty przeciwko prawosławiu były bardzo słabe, polegające albo na oczernianiu albo na wyrywaniu z kontekstu, co także do dziś często się robi.

Jednym z poważnych argumentów przeciwko prawosławiu, pojawiającym się wszędzie, od katolickich książeczek-ploteczek po poważne dzieła publicystyczne (np. Dmowskiego) jest kwestia uzależnienia Cerkwi od państwa rosyjskiego, która niestety była przyjmowana jako rzecz domyślna w prawosławiu, a nie okropna patologia. W wielu pismach (Dmowski, Trentowski) jest to w zasadzie jedyny poważny argument przeciwko prawosławiu. Faktem jest, że jarzmo synodalne było wybitnie antycerkiewne, mimo stopniowego ograniczania władzy oberprokurorów, nawet w II połowie XIX wieku zdarzały się przypadki, że oberprokuror blokował drukowanie np. antysekciarskich i apologetycznych książek. Jarzmo synodalne, jak dowodził św. Serafim Sobolew przełożyło się na zeświecczenie Rosji i było jednym z głównych powodów wybuchu rewolucji.

Dmowski słusznie zauważył, że upaństwowienie Cerkwi jest wpływami protestanckimi, jednak nie zastanowił się jak było wcześniej, czy to jest normalny stan i jak jest w innych Cerkwiach Lokalnych. Rosjocentryzm w pojmowaniu prawosławia obecny w narodzie polskim uniemożliwiał zrozumienie, że ustrój synodalny był niczym innym niż protestancką patologią, wprowadzoną przez Piotra I.

Dmowski wyższość katolicyzmu udowadniał tym, że jako jedyny nie jest zależny od władzy świeckiej. Pomińmy to, że papież sam będąc władcą świeckim pogwałcił wiele kanonów Soborów Powszechnych m.in. 7 kan. Soboru Chalcedońskiego. Ale przenieśmy się do Włoch, gdzie ruch zjednoczeniowy nie objął Rzymu oraz Wenecji, a papież robił wszystko, aby nie utracić swojej ziemskiej świeckiej władzy. Ostatecznie w 1871 kościół podpisał układ na mocy którego papież zachowuje władzę świecką, Watykan, Lateran i pałac w Castel Gandolfo.

Tak wypowiedział się o tym Fiodor Dostojewski (Dziennik pisarza, marzec 1876): Raz, gdy [katolicyzmowi] było to potrzebne, sprzedał Chrystusa za ziemskie władztwo. Ogłosiwszy za dogmat, że “chrześcijaństwo na ziemi nie może się utrzymać bez ziemskiej władzy papieża”, proklamował tym samym Chrystusa nowego, odmiennego niż dawnej; Chrystusa, który się skusił na trzecie kuszenie szatana, na królestwa ziemskie. (…) Papież przez szereg wieków udawał, że jest zadowolony ze swego mikroskopijengo terytorium papieskiego, ale tylko w przenośni; najważniejsze, że ta przenośnia zawierała w sobie niezmienne ziarno głównej myśli z niewątpliwą i stałą nadzieją papiestwa, że to ziarno się rozwinie w przyszłości w bujne drzewo i ocieni całą ziemię.

Zarówno władza świecka sprawowana przed duchownych jak i zwierzchność władzy świeckiej nad duchowieństwem są patologiami, obcymi chrześcijaństwu. Gdyby wielu poważnych krytyków prawosławia zdawało sobie z tego sprawę, ich opinia odnośnie prawosławia byłaby znacznie łaskawsza i prawdopodobnie nie mieliby innych argumentów przeciwko. Prosty lud, nie ogłupiony prostackimi plotkami, nie pchnięty na tory ślepej rusofobii i antyprawosławnego nastawienia, byłby solą w oku polskich posiadaczy ziemskich, zwłaszcza że obserwując wydarzenia w Europie ci już odliczali dni do upadku pańszczyzny, wtedy zaś mieliby za wroga, poza carem, także szerokie masy chłopskie gotowe do obrony cara, który wyzwolił ich z pańskiego jarzma. Takie oto było zagrożenie dla panów i plebanów polskich.

Dziś zaś królują te same argumenty i jako domyślny traktuje się stan sergiaństwa w jakim znajduje się Patriarchat Moskiewski.

O.O.

Print Friendly, PDF & Email

Nicefor.Info