Krótki żywot sprawiedliwej Julianny Łazarewskiej (Muromskiej)


Biografia świętej Julianny Łazarewskiej spisana przez jej syna. Jest to jedyny zachowany szczegółowy opis życia świętej, który uzupełnia inne, niepełne wersje.

Julianna urodziła się w latach 30. XVI wieku w mieście Płosne. Mieszkała u pobożnych mieszczan – Justyna i Stefanidy Niedjurewych. W wieku sześciu lat została sierotą. Babcia ze strony mamy zabrała dziewczynę do siebie na wychowanie do miasta Murom. Po sześciu latach zmarła również babcia, która przed śmiercią przykazała swojej córce, matce dziewięciorga dzieci, by zaopiekowała się 12-letnią sierotą.

Juliana wykorzystywała każdą okazję, by pomagać innym. Unikała dziecięcych zabaw i gier, przedkładając nad to post, modlitwę i robótki ręczne, co spotkało się z wyśmiewaniem ze strony sióstr i służby. Przywykła do długich modlitw, składając przy tym mnóstwo pokłonów. Poza zwykłymi postami, narzucała sobie jeszcze surowszą ascezę. Krewni obawiali się o jej zdrowie i urodę, jednak Julianna z pokorną cierpliwością znosiła wymówki, kontunuując swój wysiłek duchowy. Nocami szyła ubrania dla sierot, wdów i potrzebujących, chodziła opiekować się chorymi, a także karmiła ich. Sława o jej cnotach i pobożności rozeszła się po okolicy. Oświadczył się jej właściciel pobliskiej wioski Łazariewo, Jurij Osorin. Szesnastoletnia Julianna wyszła za niego i rozpoczęli wspólne życie u rodziny męża. Rodzice i krewni małżonka pokochali cichą oraz przyjazną synową i wkrótce powierzyli jej opiekę nad gospodarstwem i całą dużą rodziną. Julianna otoczyła teściów troskliwą opieką i życzliwością. Dom prowadziła wzorowo, wstawała skoro świt, kładła się spać jako ostatnia.

Domowe obowiązki nie przeszkodziły w duchowych wysiłkach Julianny. Każdej nocy modliła się, składając wiele pokłonów. Nie mając prawa rozporządzać majątkiem, każdą wolną minutę dnia, a także wiele godzin nocnych poświęcała na robótki, aby pieniądze zarobione na ich sprzedaży wykorzystać do czynów miłosierdzia.

Umiejętnie wyhaftowane materiały cerkiewne Julianna podarowała świątyni, a pozostałe prace sprzedała, aby rozdać pieniądze ubogim. Dobroczynnością zajmowała się w tajemnicy przed bliskimi, wysyłając jałmużnę nocą przez wierną służącą. Szczególnie dbała o wdowy i sieroty. Dzięki pracy rąk Julianny przyodziewały się i karmiły całe rodziny. Mimo że żyła w otoczeniu służby i możnych ludzi, nie pozwalała siebie ubierać i wdziewać sobie butów ani podawać wody do mycia; wobec służby była niezmiernie uprzejma, nigdy nie donosiła mężowi o ich postępkach, biorąc winę na siebie.

            We śnie biesy zagroziły Juliannie, że ją zniszczą, jeśli nie zaprzestanie spełniać dobrych uczynków wobec ludzi. Ona jednak nie przejęła się tymi groźbami. Nie była w stanie przejść obojętnie obok ludzkiego cierpienia: pomoc, pocieszenie i rozweselanie – to były potrzeby jej serca. Gdy nastał czas głodu i wielu ludzi umierało z wyczerpania, Julianna zaczęła prosić teściową o większe porcje jedzenia niż zazwyczaj i skrycie rozdawała je głodującym. Do głodu doszła epidemia; ludzie zamykali się w domach, bojąc się zarazić, a Julianna w tajemnicy przed domownikami kąpała chorujących, leczyła ich jak potrafiła, modliła się o ich wyzdrowienie. Zmarłych obmywała i zatrudniała ludzi do zorganizowania pochówku, modliła się o wieczny spoczynek każdego człowieka. Analfabetom Julianna objaśniała Ewangelię i książki duchowe. Swojego męża przyuczyła do częstej i gorliwej modlitwy. Jej teściowie dożyli późnej starości, przyjmując przed śmiercią postrzyżyny mnisze. Julianna przeżyła z mężem wiele lat we wzajemnym porozumieniu i miłości, urodziła dziesięciu synów i trzy córki. Czterech chłopców i trzy dziewczynki zmarło w dzieciństwie, a dwóch synów poległo w carskiej służbie. Pokonując smutek serca, Julianna tak mówiła o stracie dzieci: „Bóg dał, Bóg wziął. Przez żadną pokusę nie wpadły w grzech i ich dusze z Aniołami sławią Boga i modlą się do Niego za swoich rodziców“.

Po tragicznej śmierci dwóch synów, Julianna zaczęła prosić o pozwolenie na odejście do monasteru. Ale mąż odparł na to, że ona powinna wychować najmłodsze dzieci. Julianna, która przez całe życie zapominała o sobie na rzecz innych, także i tym razem zgodziła się z mężem, ale wyprosiła, aby zrezygnowali z relacji małżeńskich i żyli ze sobą jak brat z siostrą.            Był to kamień milowy w życiu sprawiedliwej Julianny. Jeszcze bardziej zwiększyła swoje wysiłki duchowe i zaczęła prowadzić życie monastyczne. Za dnia i wieczorem zajmowała się prowadzeniem gospodarstwa i wychowywaniem dzieci, a nocami modliła się, czyniła wiele pokłonów, skróciła sen do dwóch-trzech godzin; spała na podłodze, wkładając sobie pod głowę polano zamiast poduszki; codziennie uczęszczała do cerkwi na Boską Liturgię, zachowywała surowy post. Jej życie stało się nieustanną modlitwą i służbą.

Z powodu choroby i zmęczenia Julianna zaprzestała częstego chodzenia do świątyni, na rzecz zwiększonej modlitwy domowej. Była parafianką cerkwi pod wezwaniem świętego Łazarza – brata świętych Marty i Marii. Duchowny tej cerkwi usłyszał w świątyni głos pochodzący z ikony Bogarodzicy: „Pójdź i zapytaj miłosiernej Julianni, dlaczego nie przychodzi do cerkwi. Jej domowa modlitwa też podoba się Bogu, ale nie tak, jak cerkiewna. Oddajcie jej cześć, bo ma ona już 60 lat i na niej spoczywa Duch Święty“. Po śmierci męża Julianna rozdała swoje mienie ubogim, pozbawiając siebie także ciepłej odzieży. stała się jeszcze surowsza wobec siebie; stale, nawet we śnie, modliła się modlitwą Jezusową. Im surowsze stawały się wysiłki duchowe Julianny, tym silniejsze spadały na nią ataki złych duchów, które nie chciały przyznać się do swojej porażki. Kiedyś – wspomina jej syn – Julianna wchodząc do małego pokoju, została zaatakowana przez demony, które groziły jej śmiercią, jeśli nie porzuci swoich wysiłków duchowych. Onie nie przestraszyła się, tylko pomodliła się do Boga i poprosiła o posłanie z pomocą świętego Mikołaja. W tym  momencie objawił się jej święty Mikołaj z palicą[1] w ręku i przegonił duchy nieczyste. Demony zniknęły, ale jeden z nich, grożąc ascetce, przepowiedział, że na starość ona sama zacznie „umierać z głodu, nie będąc w stanie karmić innych ludzi“. Groźba demona spełniła się tylko częściowo – Julianna naprawdę zaczęła cierpieć z braku jedzenia. Ale jej kochające i współczujące serce nie mogło pozostawić głodujących bez pomocy. Działo się to w strasznych latach 1601 – 1603, za panowania Borysa Godunowa. Oszalali z głodu ludzie zaczęli nawet jeść ludzkie mięso.

Julianna nie zbierała zboża ze swych pól, nie mieli zapasów, a prawie całe bydło padło z głodu. Jednak nie wpadła w rozpacz: sprzedała pozostałe zwierzęta i wszystkie domowe kosztowności. Żyła w nędzy, nie miała w czym wychodzić do cerkwi, ale „niejeden z ubogich…żaden z nich nie jest zapomniany przed Bogiem[2]“. Kiedy wyczerpały się wszystkie środki utrzymania, Julianna postanowiła znieść poddaństwo swoich chłopów (a był to XVI wiek!), ale niektórzy z nich postanowili nie opuszczać swojej pani, woląc umrzeć razem z nią. Wtedy Julianna, z właściwą sobie energią, postanowiła ratować bliskich od śmierci głodowej. Nauczyła swoje sługi zbierać komosę i korę drzewną, z których piekła chleb i karmiła nim dzieci, służbę i biednych. Okoliczni właściciele ziemscy wyrzucali ubogim: „Po co do niej chodzicie? Co chcecie od niej wziąć? Ona sama umiera z głodu. – A my Wam tak odpowiemy – powiedzieli ubodzy – byliśmy w wielu domach, gdzie podawano nam prawdziwy chleb, ale on nie smakował nam tak, jak chleb wdowy…“. Wtedy sąsiedzi zaczęli wysyłać do Julianny ludzi po jej dziwny chleb. Posmakowali go i odkryli, że żebracy mieli rację i zaskoczeni mówili między sobą: chleb pieką mistrzowie spośród jej sług. Z jaką miłością trzeba dać żebrakowi kawałek chleba, aby ten kawałek natychmiast stał się przedmiotem poetyckiej legendy, zaraz po zjedzeniu!

Julianni przyszło walczyć nie tylko z niebezpieczeństwem śmierci, wybawieniem swoich sług i bliskich, ale z jeszcze większym niebezpieczeństwem duchowej zguby. Okropna jest siła głodu. Aby zdobyć pożywienie, ludzie dopuszczali się wszelakich przestępstw. Julianna kochała swoje sługi i czyniła siebie odpowiedzialną za ich dusze, które według jej słów „zostały jej powierzone przez Boga“. Nieustannie walczyła ze złem, niczym wojownik na polu bitwy, a jej modlitwa i wpływ na otoczenie były tak silne, że nikt z jej bliskich nie splamił się zbrodnią, co w czasach obłędu było prawdziwym cudem.

Z jej ust nie dało się słyszeć ani jednego słowa skargi czy smutku, przeciwie, całe trzy lata głodu była szczególnie optymistyczna i radośnie usposobiona: „Ani nie rozpaczała, ani nie była smutna, ani nie skarżyła się, ale była weselsza niż w pierwszych latach“ – pisze jej syn.

Tuż przed śmiercią Julianna przyznała, że od dawna pragnęła wieść anielskie życie, ale „nie dostąpiła tego przez swoje grzechy“. Wszystkich przy niej zebranych poprosiła o przebaczenie, dała ostatnie pouczenia, ucałowała ich, dłonie opasała czotkami, trzykrotnie się przeżegnała, a jej ostatnie słowa brzmiały: „Chwała Bogu za wszystko! W ręce Twoje, Panie, oddaję ducha mego“. Obecni przy jej śmierci zobaczyli, że wokół jej głowy pojawia się światło w postaci złotej korony takie, jak „pisane jest na ikonach“. Stało się to 10 stycznia 1604 roku.

Julianna ukazała się we śnie pobożnej służącej i nakazała przenieść swoje ciało na ziemię muromską i pochować w cerkwi św. Łazarza. W 1614 roku, gdy w pobliżu mogiły Julianny kopano grób dla jej syna Jerzego, odkryto relikwie świętej. Wydzielały one wonne miro, dzięki któremu wielu otrzymało uzdrowienie z chorób, a szczególnie dzieci. Liczne cuda, które dokonywały się przy grobie zmarłej świadczyły, że Pan wysławił swą pokorną służebnicę. W tym samym roku, sprawiedliwa Julianna została zaliczona w poczet świętych.

W XVII wieku, poza żywotem świętej, została spisana służba, której autorstwo przypisuje się jej synowi, Drużynowi Osorinowi. Na ikonie „Sobór świętych ziemi muromskiej“ pochodzącej z 2. połowy XVII wieku, święta Julianna przedstawiona jest ze świętymi Piotrem i Fewronią, kniaziami Konstantynem, Michałem i Teodorem Muromskimi. W muzeum muromskim znajduje się ikona, na której święta Julianna przedstawiona jest razem z mężem Jurijem i córką – mniszką Teodozją, która stała się lokalną świętą.

Od XVIII wieku nazwisko świętej Julianny – Osorina zapisuje się jako Osorgina. W rodzie Osorginów najstarszy syn zawsze nosił imię Jurii – ku pamięci przodka. Rodzina świętej Julianny nie została zapomniana – jej potomkowie pozostawili po sobie ślad w historii Rosji. Jednym z nich był Jurii Michajłowicz Osorgii – rozstrzelany na wyspach Sołowieckich – opisał to Sołżenicyn w książce „Archipelag GUŁag“.

Cerkiew pw. Archanioła Michała w miejscowości Łazariewo (ok. 4 km od Muroma), gdzie znajdowały się relikwie zmarłej, została zamknięta w 1930 roku. Relikwiarz ze szczątkami przeniesiono do lokalnego muzeum Historii Muromska, gdzie umieszczono go przy relikiwach świętych Piotra i Fewronii Muromskich. Z okazji tysiąclecia chrztu Rusi rozpoczęto starania o odzyskanie relikwi przez prawosławną cerkiew muromską. Przez jakiś czas szczątki świętej spoczywały w cerkwi pw. Zwiastowania Najświętszej Bogarodzicy w dawnym monasterze Zwiastowania w Muromie. Od 23 sierpnia 2014 roku relikwie św. Juliany znajdują się w miejscu ich pierwotnego spoczynku, w cerkwi Archanioła Michała, w miejscowości Łazariewo.

Pamięć św. Julianny wspomina się 2 stycznia.

Tłum. dla nicefor.info od AJC

21.12.2018

[1]Palica – laska pastusza; jedna z części składowych liturgicznych szat biskupich, symbolizująca miecz duchowy, tj. oręż Słowa Bożego.

[2]Łuk 12, 6


Nicefor.Info