Ufo w perspektywie chrześcijańskiej (1998) Metropolita Chryzostom z Etny

Print Friendly, PDF & Email

Nicefor.Info




W 1984 r. naukowcy amerykańscy znaleźli na jednym z pól lodowych Antarktydy nieduży kamień o wadze około dwóch kilogramów, któremu nadali nazwę ALH 84 001. Miał on być, według ich teorii, pozostałością wielkiej skały, która oddzieliła się od Marsa 16 milionów lat temu po zderzeniu tej planety z wielką asteroidą. Skała ta krążyła po orbicie okołoziemskiej, by znalazłszy się w końcu dostatecznie blisko Ziemi, runąć na jej powierzchnię 13 tysięcy lat temu pod postacią meteorytu. W sierpniu 1996 r. grupa badaczy z NASA ogłosiła podczas konferencji prasowej transmitowanej na bieżąco przez telewizję, że badając kamień, udało się odnaleźć dowody na istnienie mikroskopijnych organizmów na Marsie sprzed 3,6 miliona lat. Ta rewelacja wywołała natychmiastową reakcję dziennikarzy, którzy w charakterystyczny dla siebie sposób nadali rozgłos „odkryciu”, chociaż zostało ono podane w wątpliwość przez wielu szacownych naukowców. Na przykład tygodnik Time pisał o raporcie NASA, że „stawia on najważniejsze pytanie dla ludzkich istot: dlaczego w ogóle istnieje życie?”. Z punktu widzenia logiki odkrycie to nie miało oczywiście nic wspólnego z tym pytaniem. Podobnie zareagowały rzesze ufoentuzjastów, stwierdzając, iż konferencja zorganizowana pod auspicjami NASA potwierdza ich tezę o istnieniu istot pozaziemskich oraz o odwiecznych kontaktach tych istot z mieszkańcami Ziemi. Również i w tym wypadku istnienie kamienia ALH 84 001 nie stanowi żadnego dowodu. Kawałek marsjańskiej skały stawia jednak nas, prawosławnych chrześcijan, przed dyskutowanym obecnie problemem istnienia istot pozaziemskich, odwiedzin Ziemi przez Obcych i porywania ludzi przez owe istoty. Pytanie, czy istnieje życie na innych planetach, nie jest, wbrew mniemaniu niektórych osób, palącą kwestią dla prawosławnych chrześcijan. Na ten temat nie wypowiada się ani Pismo Święte, ani Ojcowie Cerkwi. Celem mojego tekstu nie jest rozpatrzenie bardzo „akademickiego” tematu możliwości życia na innych planetach. Pragnę po prostu przeanalizować dowody wizyt Obcych na Ziemi, zebrane w wyróżnionej Nagrodą Pulitzera książce Johna E. Macka Porwanie; Spotkania ludzi z Obcymi, oraz poddać je ocenie z perspektywy prawosławnej. Trzeba zauważyć, że autor książki, dr Mack, posiada gruntowne przygotowanie naukowe. Jest on profesorem psychiatrii w Akademii Medycznej Uniwersytetu Harvarda oraz założycielem Centrum Psychologii i Przemian Społecznych, trudno więc podać w wątpliwość jego zawodową rzetelność. Materiały zebrane przez dra Macka uzupełnione są analizą fizycznych dowodów każdego z opisanych zdarzeń i porównane z opisanymi wcześniej przypadkami kontaktu. Książka ta jest skarbnicą danych zebranych przez znakomitego specjalistę, co umożliwia nam przeanalizowanie kwestii „bliskich spotkań” w sposób bardziej dogłębny, niż było to możliwe jeszcze kilka lat temu.

W 1990 r. dr Mack rozpoczął pracę z osobami, które twierdziły, że zostały porwane przez Obcych. Z grona około stu osób, które zgłosiły się do badań, wybrano siedemdziesiąt sześć, których relacje odpowiadały specjalnie dobranym kryteriom wiarygodności. W swojej książce dr Mack zebrał wspólne dla wszystkich badanych rodzaje przeżyć związanych z porwaniami. Przeanalizujemy tutaj dwa spośród nich: szczegóły związane z samymi porwaniami oraz wpływ kontaktów z Obcymi na porwanych. Większość badanych osób przyznała, że została uprowadzona na pokłady statków kosmicznych wprost z domu bądź podczas prowadzenia samochodu. Wewnątrz statków panowała wilgoć i chłód, czasem silny zapach stęchlizny. Porywacze mieli zazwyczaj postać „wysokich bądź niskich świetlistych istot, przezroczystych, lub przynajmniej półprzezroczystych. Widywano też istoty gadopodobne. Najczęściej jednak widziano nieduże «zielone ludziki», humanoidy o wzroście 3-4 stóp. Porwani mieli trudności z opisaniem płci Obcych i wyczuwali ją raczej w sposób intuicyjny”. Doktor Mack zauważył, że „porwani starali się unikać patrzenia prosto w oczy Obcych z powodu strachu przed zanikiem poczucia własnej osobowości i całkowitą utratą woli”. Komunikacja między porywaczami i ludźmi odbywała się niemal zawsze w sposób telepatyczny. Obcy bardzo rzadko informowali ludzi, że pochodzą z innej planety, był to raczej „pewnik” dla większości porwanych. Porwani byli również przekonani, że Obcy posiadają środki techniczne w znaczący sposób przekraczające wszelkie znane ludziom technologie, chociaż i w tym przypadku obce istoty rzadko wypowiadały się na ten temat.

Niemal powszechnym doświadczeniem w czasie porwania (zwykle tę samą osobę Obcy porywali kilkakrotnie) były badania dokonywane przez porywaczy na ciałach ludzi, pozostawiające drobne skaleczenia i potłuczenia oraz zawsze zakończone badaniami narządów rozrodczych. Kobiety często opisywały przypadki sztucznego zapłodnienia przez Obcych połączone z późniejszym usunięciem obco-ludzkich embrionów. Mężczyzn również poddawano podobnym eksperymentom: pobierano im spermę bądź zmuszano do stosunków seksualnych z obcymi istotami. Wraz z kolejnymi porwaniami w ludziach rozwijało się „intuicyjne” przekonanie, że niektórzy z Obcych są ich potomstwem zrodzonym wskutek eksperymentów. Jeżeli pierwsze spotkania z Obcymi i badania wywoływały jedynie przerażenie i strach (choć od czasu do czasu Obcy stosowali wobec ofiar psychiczne znieczulenie za pomocą specjalnych przyrządów „przytępiających emocje”), to w czasie kolejnych spotkań porwani osiągali w końcu „nowy poziom rozumienia zachodzących zjawisk”, a poprzez częstsze kontakty z porywaczami „ich stosunek do tych istot z negatywnego stawał się pozytywny”. Muszę tu ponownie podkreślić, że dane, na podstawie których dr Mack przedstawia typowe elementy porwania przez Obcych, wykazują zadziwiającą jednolitość. Nie wpływają na nie psychologiczne i emocjonalne problemy poszczególnych pacjentów.

Znamienny jest również fakt, że potłuczenia pozostawione po porwaniu nie odpowiadają typom uszkodzeń ciała znanym medycynie jako skutki wielkiego szoku. Coś rzeczywiście musiało działać na tych ludzi. Warto też wspomnieć, że relacje dwu- i trzyletnich dzieci, które nie byłyby w stanie wymyślić tak wielu szczegółów, nie różnią się właściwie niczym od opowieści osób dorosłych.

Doktor Mack definiuje w swojej książce psychologiczny i duchowy wymiar doświadczenia „porwania”, prezentując zmiany, jakie zaszły w osobowościach porwanych osób. Po ustąpieniu początkowego strachu, a wraz z pojawieniem się swego rodzaju zażyłości z Obcymi, następuje głęboka zmiana światopoglądu porywanego człowieka, w rozumieniu siebie, innych ludzi i otaczającego świata. Doktor Mack wyróżnia osiem stopni takiej przemiany osobowości:

  1. Osoba zaczyna akceptować Obcych i przeżywa tzw. śmierć ego.
  2. Porwany zaczyna uznawać porywaczy za pewien rodzaj „pośredników między nim a pierwotnym źródłem stworzenia bądź Bogiem”.
  3. Doświadczenie kontaktu ma dla ludzi charakter „pozaczasowy i pozaprzestrzenny”, jest ono „powrotem do kosmicznego źródła bądź do Domu”.
  4. U porwanego pojawia się przeświadczenie, że i on będzie „obcy” po powrocie na Ziemię.
  5. Porwani zaczynają pojmować swoje życie jako „cykle narodzin i śmierci w wielkich odcinkach czasowych”.
  6. Człowiek odczuwa „jedność świadomości z niemal nieskończoną liczbą istot i bytów”.
  7. Pojawia się specyficzne „rozdwojenie jaźni”: porwany identyfikuje swoją duszę z Obcymi, zaś swój byt jednostkowy z ograniczonym istnieniem ludzkim.
  8.  Porwane osoby twierdzą, że niejednokrotnie „znajdują się w wielu miejscach i czasach jednocześnie”.

Jak powinien ustosunkować się do powyższych informacji, zebranych i przeanalizowanych przez dra Macka, prawosławny chrześcijanin? Czy są one wiarygodnym, choć zarazem dziwacznym, dowodem na to, że ludzie rzeczywiście bywają porywani przez wysoko rozwinięte istoty z innej planety, istoty tak doskonałe, że potrafiące poszerzać ludzką świadomość i przenosić ludzi na wyższy poziom duchowej egzystencji? Odpowiedź musi być negatywna. Niezależnie od tego, czy uznamy opisane przypadki za wiarygodne, czy też nie, wierzymy, że poznanie duchowe, a nie zaawansowana technologia, jest czynnikiem poszerzania i doskonalenia świadomości człowieka. Z tego powodu od wysoko rozwiniętych istot z innych światów oczekiwalibyśmy nie demonstracji przewagi technologicznej, lecz raczej większej niż nasza wrażliwości duchowej. Nasze duchowe oświecenie i zbawienie inicjuje w nas Bóg w Trójcy Świętej, z pomocą Jego aniołów i świętych, a nie obce istoty, które pragną z nami cieleśnie współżyć i wykorzystywać naszą upadłą seksualność. Jako prawosławni chrześcijanie wiemy, że zbawienie osiągamy nie z pomocą pozaziemskich przybyszy, lecz dzięki temu, iż uczynieni jesteśmy na obraz i podobieństwo Boże, że możemy przemieniać się i dzięki łasce Boga jednoczyć z Chrystusem.

Uwzględniając powyższe uwagi, musimy dojść do wniosku, że opisane przez dra Macka poziomy duchowej transformacji ofiar porwań posiadają wyraźnie antychrześcijański charakter. Postrzeganie życia jako cyklów narodzin i śmierci, identyfikacja duchowa z innymi bytami, zanik osobowości, traktowanie kosmosu jako „Domu” — wszystkie te eklektyczne i niejasne pojęcia są całkowicie przeciwstawne chrystocentryzmowi naszej wiary i podstawowym dla chrześcijańskiego życia zasadom posłuszeństwa i dyscypliny wewnętrznej. Ojcowie Cerkwi wielokrotnie ostrzegali przed fałszywymi naukami o reinkarnacji i wędrówce dusz. Potwierdzenie zdecydowanie antychrześcijańskiego charakteru „duchowości”, jaką zaszczepia się porywanym ludziom, znajdujemy w jednej, szczególnie charakterystycznej relacji mężczyzny o imieniu Joe. Opowiedział on, że początkowo obce istoty wydały mu się „złowieszcze” i „chytre”, jednak z czasem uznał swoich porywaczy za „duchowych nauczycieli, przyjaciół i pomocników”. Porwanie przez te uduchowione istoty nie skierowało go jednak na ścieżkę chrześcijańskiego poznania Boga, lecz pozwoliło mu czuć się „bardziej ludzkim”. Następnie we śnie przeżył integrację męskiej i żeńskiej strony swojej osobowości poprzez symboliczne narodziny bogini, które dokonały się w sposób zbyt obsceniczny, by go tu przytaczać. Relacja Joe nie pozostawia cienia wątpliwości, że „transformacja” osobowości ludzi porwanych przez przybyszy nie ma nic wspólnego z prawosławnym rozumieniem oświecenia, przemienienia i doskonalenia się człowieka w Chrystusie. Jest ona natomiast zbieżna z humanistyczną koncepcją samorozwoju człowieka, znaną nam z filozofii ruchów New Age. Kim więc są w rzeczywistości owe obce istoty porywające ludzi? Trudno oprzeć się konkluzji, że są to demony lub fantomy przez nie stworzone. Po pierwsze: wyglądają jak demony ze znanych z tradycji kościelnej opisów. Wydają się istotami materialnymi, lecz jednocześnie są przezroczyste bądź świetliste, jakby niematerialne. Zgodnie z nauką Kościoła, demony są istotami duchowymi — upadłymi Aniołami. Żywią się ludzkimi namiętnościami, gdyż same są upadłe i zepsute. Wyjaśnia to fakt, iż podczas większości porwań dochodzi do seksualnego wykorzystywania ludzi. Po drugie: zgodnie z większością relacji, podczas „badań” obce istoty zadają porwanym ból i straszą ich. W literaturze duchowej, szczególnie w żywotach świętych, znaleźć można wiele opisów fizycznego ataku demonów na chrześcijan. Jeśli Obcy naprawdę byliby uduchowionymi przybyszami z kosmosu, a nie demonami, to z pewnością oszczędziliby ludziom cierpień. W rzeczywistości nie chodzi im o łagodzenie fizycznego i psychicznego bólu, lecz właśnie o zadawanie go pojmanym ofiarom. Kolejnym faktem, który przemawia na rzecz uznania obcych istot za demony, jest uczucie strachu i obrzydzenia towarzyszące ludziom podczas pierwszego spotkania, ustępujące dopiero po duchowym podporządkowaniu się człowieka swoim porywaczom. Są to typowe manipulacje demoniczne, znane chrześcijańskiej tradycji. Demony dążą metodycznie do pokonania naturalnego wstrętu, jaki budzi w człowieku ich bliskość i zastąpienia go uczuciem zaufania do nich. Wreszcie, jak zauważyliśmy wcześniej, duchowe efekty kontaktów z Obcymi są całkowicie antychrześcijańskie. Porwani oddalają się od uniwersalnej tradycji prawosławnego chrześcijaństwa, praktykując fałszywą, pokrewną pseudoreligijności New Age duchowość, przekazaną im drogą demonicznej iluzji. Ludzie ci nie znajdują się już na drodze chrześcijańskiego, teocentrycznego, wspieranego Bożą łaską doskonalenia i przemienienia osoby ludzkiej. „Nowy światopogląd” doprowadza ich do zaniku osobowości, do wiary w konieczność roztopienia się w Prajedni, która konstytuuje pogańskie rozumienie Raju i zbawienia. Warto wspomnieć, że śp. o. Serafin Rose w swojej książce Prawosławie i religia przyszłości poświęcił cały rozdział analizie relacji o UFO z prawosławnej perspektywy. Analiza dokonana przez o. Serafina wydaje się miejscami powierzchowna i przypomina nieco teksty protestanckich fundamentalistów, szczególnie, że materiały, którymi dysponował, pochodziły nieraz od osób poruszających się na pograniczu nauki i popularyzatorstwa. Mimo to udało mu się w mistrzowski sposób dotrzeć do sedna tych zjawisk i sformułować wnioski w dużej mierze zbieżne z moimi konkluzjami. Zauważył on, że wygląd obcych istot w relacjach wielu świadków pokrywa się z opisem demonów, znanym z prawosławnej literatury duchowej. Przypomniał też, że dwa opisane przypadki „uprowadzenia przez diabły” w Rosji w XV i XIX stuleciu do złudzenia przypominają dzisiejsze „porwania przez przybyszy z kosmosu”.

W przekonaniu o. Serafina współczesne nam przypadki „porwania przez UFO” są jedną z form opętania diabelskiego, znaną tradycji od wielu stuleci. „Współcześni ludzie, dumni ze swojego oświecenia i mądrości — pisał — ponownie stają przed doświadczeniem kontaktu z demoniczną iluzją, lecz nie posiadają już chrześcijańskiego światopoglądu, który pozwoliłby im właściwie ocenić to zjawisko.” Niech te słowa, pokrywające się z moimi wnioskami, posłużą nam wszystkim za wskazówkę, jaki winien być nasz stosunek do kwestii „porwania przez Obcych”.

Arcybiskup CHRYZOSTOM Z ETNY
Orthodox Tradition, vol. XIV, N° 1
Tłumaczył: ANDRZEJ FIDERKIEWICZ  F R O N D A – 1 3 / 1 4 rok 1998 r.

Print Friendly, PDF & Email

Nicefor.Info