O starokalendarzowcach (inne spojrzenie)…

Drogi Panie Polygeni, radujcie się w Bogu!

Przeczytałem w waszej agencji [prasowej -tłum.] o nieznanym mi dotąd tekście szanownego ojca Eliasza Makou „O starokalendarzowcach” [1], a ponieważ wiem, że portal Romfea.gr nie boi się przyjmować wszystkich opinii, o ile są one rozsądne i zawierają argumenty, przesyłam wam kolejną opinię w tej sprawie, tym samym dając czytelnikowi możliwość wyrobienia sobie własnego spojrzenia.

Pierwszym i poważnym błędem, popełnianym nie tylko przez o. Eliasza, ale także przez większość tych, którzy zajmują się tym problemem, jest traktowanie tak zwanych „starokalendarzowców” jako jeden organizm/organizację.



Od lewej: biskup Chile Leoncjusz, św. abp Jan Maksymowicz, oraz biskup Piotr; stojący przed starstylną świątyną pw. św. Markelli w Nowym Jorku.

Jest to oczywiście łatwiejsze rozwiązanie: „wrzucając wszystko do jednego worka”, jak się to powszechnie mówi, od razu pozbywając się i dobra. Lecz, jak wiemy, prawda nie zawsze jest taka prosta i nie wszystko można traktować za pomocą logiki „biało-czarne”.

Tak zwani „starokalendarzowcy” Grecji nie są zatem pojedynczym organizmem, dlatego powinniśmy rozróżniać, względem kogo się ustosunkowujemy.

Istnieją starostylnicy z kanoniczną sukcesją apostolską (pochodzącą z Rosyjskiej Cerkwi na Emigracji od świętych arcypasterzy Jana Maksymowicza i Filareta Wozniesienskiego – ich relikwie w cudowny sposób nieuległy rozkładowi), którzy choć i zerwali jedność z rządzącą hierarchią (tj. osobami, a nie w znaczeniu Cerkwi Greckiej, w której się znajdują) wzywają do uregulowania kwestii kalendarza która ciągnie się już od 1924 roku. Niestety hierarchia Cerkwi Greckiej (przepełnia się… miłością, tylko wobec innosławnych lub innowierców) atakowała (i dziś prześladuje innymi sposobami) starostylnych prawosławnych, tak jak i pozostałe Cerkwie Lokalne jest głucha i ogłusza (nawet usuwa z obrad “Soboru na Krecie” sprawę kalendarza), niestety pozostając obojętną na rozwiązanie tego drażliwego problemu.

Są też „starokalendarzowcy”, w swej istocie schizmatycy, bez sukcesji apostolskiej, z dogmatycznymi poglądami i eklezjologią „katharów”, którzy zdecydowanie odrzucili Cerkiew i nie przyjęli ani Misteriów, ani Świętych z wyjątkiem swoich sekt. Tym bardziej dla nich czyż nie powinno się mówić o oświeceniu i powrocie poprzez prawidłowe Wyznanie Wiary, do Jednej, Świętej, Powszechnej i Apostolskiej Cerkwi?

Na koniec, jest też ogromna liczba duchownych z oficjalnej Cerkwi (Grecji), którzy po odłączeniu za sprawy wiary (głównie o charakterze moralnym), teraz przed swoimi fanami udają starostylników, aby tym samym uzyskać ochronę prawną. Oni, wyraźnie, nie mają nic wspólnego ze starostylnikami, a raczej z szarlatanizmem.

Czyż nie jest niesprawiedliwością wrzucać do tego samego worka, na przykład świętej pamięci biskupa Piotra [2] z Astorii (wyświęconego przez hierarchów Rosyjskiej Cerkwi Emigracyjnej, np. abpa Chile Leoncjusza – bliskiego przyjaciela świętego Jana Maksymowicza oraz abpa Wenezueli Serafina) wraz z Wezirea, Janakis, czy też z nierozsądnymi członkami oficjalnej Cerkwi?

Ojciec Elias kończy swój artykuł, sugerując sposób na rozwiązanie tego problemu. Jaki to sposób?



Starostylny biskup Astorii Piotr wraz z metropolitą Dionizym Mairaktaris

“Miłością z naszej strony wobec starostylników w nauczaniu i na praktyce”, – pisze on. Brzmi spójnie lecz tak nie jest. Ponieważ aby miłość dokonała cudu potrzeba dwojga; o ile starostylnicy wykazują się miłością o tyle po drugiej stronie ona nie istnieje (ta strona niestety od początku traktowała z okropną przemocą, o czym świadczą bezsporne dowody)[3], dlatego próżno oczekiwać pozytywnego wyniku. Stąd dobrym jest szukać miłości, jak i pozostałych cnót nie wśród innych lecz w pierwszej kolejności u siebie samego.

Nim zakończę moją interwencję, muszę wspomnieć o czymś jeszcze co pojawiło się w dobie eklezjalnego rozwoju wydarzeń.

Taj jak wszyscy wskazują (i czego dowodzą działania amerykańskich dyplomatów i polityków w naszym kraju – np. Jeffrey Wright, Mike Pompeo), Cerkiew Grecji rozpatrzy jutro swój stosunek wobec autokefalii ukraińskich schizmatyków, czego skutkiem będzie ich uznanie (wbrew Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej) oraz proklamacja jedności z nimi, a zatem ekspansji schizmy.

Przedwczoraj metropolita wołokołamski Hilarion[4], hipotetycznie zapytał: “jak zareagowałaby grecka Cerkiew, gdyby Cerkiew rosyjska rozpatrzyła sprawę jednej ze starokalendarzowych parataks?”.

Znając dane osoby i okoliczności muszę powiedzieć, że wcale nie jest to taki hipotetyczny scenariusz.

Jeśli rosyjska Cerkiew obiektywnie pochyli się nad historią starostylników w Grecji, z pewnością zidentyfikuje “parataksę”, według swoich kryteriów. Po czym wiele może się zmienić…

I nie tylko to. Tysiące wiernych (kapłanów i świeckich) tej “parataksy” jest gotowych dołączyć do Rosyjskiej Cerkwi, pod warunkiem że zajmie ona jasne stanowisko w sprawach, dla których ci pierwsi oddzielili się od Cerkwi Grecji i Patriarchatu Konstantynopola (czyli kwestii kalendarza i herezji ekumenizmu).

Tak czy inaczej sprawy te z pewnością nie są tak proste, jak niektórzy by tego chcieli, dlatego musimy być ostrożni i pracować aby stała się wolą Boga a nie niegodziwców.

Prof. Nikolao Manni

Źródło

Przypisy:

1] https://www.romfea.gr/diafora/32187-peri-palaioimerologiton
[2] Βλ. επισυναπτόμενες φωτογραφίες.
[3] https://www.hsir.org/pdfs/2016/04/09/20160409eDiogmoi.pdf
[4] https://www.romfea.gr/epikairotita-xronika/32184-bolokolamsk-ilarionas-opoios-anagnorisei-tous-sxismatikous-tis-oukranias-tha-apomonothei


Nicefor.Info